Hubert Humka

Kiedy stanąłem na brzegu w miejscu, gdzie dopływał niewielki prom i po raz pierwszy ją zobaczyłem, byłem zaskoczony, że jest tak niewielkich rozmiarów i tak blisko położona od stałego lądu. Mocno świeciło słońce dzięki czemu w powietrzu unosił się wyraźny zapach lasu iglastego oblewającego tutejsze wzgórza. Powietrze było jednak rześkie. Fiord leniwie oblewał wyspę. Wsiadłem na prom z kilkoma osobami – rodzinami ofiar i jeszcze dwójką młodych ludzi – organizatorów obchodów rocznicy zamachu. W milczeniu dopłynęliśmy do wyspy. Przy przystani stał biały budynek z napisem Utøya. Doskonale go znałem z prasowych zdjęć oraz relacji telewizyjnych, ale na żywo to wszystko robiło zupełnie inne wrażenie. Stojąc przed nim dopiero teraz poczułem, że jestem tutaj. Wyspa wydała mi się bardzo urokliwa. Wręcz idealne miejsce by spędzić na niej choć trochę letniego czasu. Wyobraziłem sobie tych nasto-, dwudziesto- letnich młodych ludzi należących do młodzieżówki Partii Pracy przyjeżdżających tu co roku na letnie obozy. Spotykali się na wykładach, wygłaszali własne, walcząc o lepszy świat, grali w piłkę na leśnym boisku, wieczorem siedzieli i śpiewali przy ognisku. Idealne miejsce by zawiązać długoletnie przyjaźnie, może znaleźć wakacyjną miłość. Spędziłem na wyspie trochę czasu, samotnie przemierzając ją wzdłuż i wszerz. Szukałem charakterystycznych miejsc, o których czytałem, bądź które znałem z medialnych przekazów. Miejsc, gdzie ci młodzi ludzie zginęli. Z jednej strony wyspy brzeg schodzi dość wysokimi klifami do wody – przypominałem sobie wtedy relacje jak młodzi ludzie uciekając przed oprawcą, szukali w pospiechu możliwości zejścia w dół. Z przeciwległej strony wyspa ma płasko schodzący brzeg do wody- pułapkę, gdzie widać było uciekających jak na dłoni. Dotarłem na wąską „ścieżkę miłości” biegnącą w lesie pomiędzy drzewami nad urwistym zboczem. Młodzi ludzie szukający odosobnienia udawali się na nią, odłączając się od reszty. Tam też Breivik z zimną krwią zastrzelił kilkanaście osób nie dając im najmniejszych szans. Idąc wzdłuż niej, zastanawiałem się wtedy czy nadal jest „ścieżką miłości” czy jeszcze kiedykolwiek nią będzie. Czy zamachowiec odarł ją z tego przywileju. Fotografując wyspę, musiałem być niewidoczny ze względu na rodziny ofiar, które przyjechały tego dnia- 22 lipca oddać cześć pamięci swych bliskich. W milczeniu w różnych zakątkach wyspy, pojedynczo lub w kilka osób wciskali w skały kwiaty, zapalali świeczki, zostawiali liściki w miejscach, w których zginęła ich córka, brat, czy przyjaciel. Sfotografowałem jedną z takich skał, w której szczelinie wciśnięta jest niemal niewidoczna, sucha zeszłoroczna wiązanka kwiatów. Byłem także we wnętrzach budynków, które pozostawiono bez zmian w hołdzie pamięci ofiar. Widziałem sale z dziurami po kulach i zegarem wskazującym godzinę zamachu. Pomieszczenia, które wypełnił strachem i tragedią terrorysta. Na koniec chciałem odnaleźć i sfotografować mały budynek przepompowni, której obraz szczególnie wrył się w moją pamięć. Fotografia przedstawiała leżące ciała młodych osób, które ukryły się za ścianą przepompowni od strony fiordu, widać też na niej było skradających się antyterrorystów. Odnalazłem ten budynek, był dokładnie taki jak wtedy. Im dłużej byłem na wyspie tym większy niepokój we mnie narastał. Poczułem jakby wyspa zaczęła się kurczyć, stawała się klaustrofobiczna. Chciałem ją jak najszybciej opuścić. Kiedy w drodze powrotnej byłem juz na pokładzie promu, spojrzałem jeszcze raz na wyspę. Zobaczyłem ją wtedy tak jak fotoreporterzy opływający ją na motorówkach tamtego dnia. Odnalazłem szybko wzrokiem wypłaszczenie po lewej stronie od przystani, które znałem. Płaski brzeg – pułapkę gdzie wtedy leżało mnóstwo ciał brodzących w wodzie, odcinających się od szarości skał wyspy kolorowymi ubraniami. Niebo zasłoniły chmury, wezbrał wiatr pochylając lekko drzewa. Wyzwoliłem migawkę – to była moja ostatnia fotografia wykonana tego dnia.

Hubert Humka – artysta, fotograf, absolwent Łódzkiej Filmówki. Jego prace były pokazywane w Polsce i za granicą na wystawach indywidualnych i zbiorowych. Między innymi we Francji: w Claude Samuel Gallery, Paryż (2017); w Lille podczas festiwalu Transphotographiques (2014); w Arles podczas festiwalu „Les Rencontres d’Arles” (2012, 2013); a także w Düsseldorfie, w Moskwie, Rzymie, Londynie, czy w Malezji. W Polsce: w Muzeum Współczesnym Wrocław (2018), w Leica 6×7 Gallery w Warszawie (2018), na Fotofestiwalu w Łodzi (2018, 2016), festiwalu Interphoto w Białymstoku (2015), a także w Poznaniu, czy w Katowicach. Jego fotografie były publikowane również w albumach i magazynach, takich jak: doc! photo magazine, An Eye for an Ear, Fotografia. Jest także laureatem międzynarodowych konkursów: Encontros da Imagem, Moscow International Foto Award, Prix Voies Off: Selections The Rencontres d’Arles Off Festival, Photo Diploma Award. Jest autorem dwóch książek: Evil Man (2015) i Death Landscapes (2018).

Standing on the shore, in the place where a small ferry reached land, I saw it for the first time. I was surprised that it was so small and so close to the mainland. The sun shone brightly, making the air smell clearly of the coniferous forest spreading on the local hills. Nevertheless, the air was crisp. I got on the ferry with several people – the victims’ families and two other young people – the organizers of the anniversary of the assassination. We approached the island in silence. A white building with the word Utøya on it stood on the marina. I knew it well from photos in the press and TV coverage, but seeing it with my own eyes was different. Only now, facing the building, I felt that I really am here. The island seemed very charming to me. An ideal place to spend even a little summer time in. I imagined the young people belonging to the Labor Party youths coming here every summer for summer camps. They met at lectures, preached their own, fighting for a better world. They played football on the forest pitch, in the evening sat and sang by the fire. The perfect place to make long-term friendships, maybe find a summer love. I spent some time on the island, traveling alone along the length and breadth of it. I was looking for the characteristic places I read about, or which I knew from the media coverage. Places where these young people died. On one side of the island, the shore descends into the water with high cliffs. I remembered how the youngsters escaping the perpetrator looked for a way down in a hurry. On the other side, the islands shore decends flatly into the water – a trap, where you could see the fleeing like on the palm of your hand. I got to the narrow „path of love”, running in the forest between trees next to a precipitous slope. Young people looking for seclusion took that path, disconnecting from the rest. There, Breivik shot over a dozen people in cold blood, without giving them the slightest chance. Going along it, I wondered if it was still the „path of love” or would it be ever again. Did the assassin strip it off this privilege? When photographing the island, I had to be invisible because of the families of the victims who came that day – July 22, to honor the memory of their relatives. In silence, alone or in groups, they stuck flowers into rocks, lit candles, left notes in places in various corners of the island, where their daughter, brother or friend died. I photographed one of these rocks, in the gap of which a bunch of last year’s dry flowers is stuck in. I was also in the interiors of buildings, which were left unchanged in tribute to the memory of the victims. I saw rooms with bullet holes and a clock showing the time of the attack. The rooms thet the terrorist filled with fear and tragedy. At the end I wanted to find and photograph a small building of the pumping station, the image of which was particularly imprinted in my memory. The photograph depicted lying bodies of young people who hid behind the wall of the station from the fjords side. It also shows the sneaking anti-terrorists. I found the building, exactly the same as at that time. The longer I was on the island, the more anxiety grew in me. I felt like the island began to shrink, becoming claustrophobic. I wanted to leave it as soon as possible. On the way back, when I was already aboard the ferry, I looked at the island again. I saw it the way the photojournalists who floated on motorboats have seen it that day. I quickly found the flattening on the left from the marina which I knew. A flat shore – the trap where bodies floated in the water, clearly visible against the gray rocks of the island because of their colorful clothes. Clouds covered the sky, the wind rose, bending the trees a little. I released the shutter – It was my last photo taken that day.

Hubert Humka – artist, photographer, graduate of the Łódź Film School. His works have been shown in Poland and abroad at individual and collective exhibitions. Among others in France: in the Claude Samuel Gallery, Paris (2017); in Lille during the Transphotographiques festival (2014); in Arles during the „Les Rencontres d’Arles” festival (2012, 2013); as well as in Düsseldorf, Moscow, Rome, London or in Malaysia. In Poland: at the Wrocław Contemporary Museum (2018), at Leica 6×7 Gallery in Warsaw (2018), at the Fotofestiwal in Łódź (2018, 2016), the Interphoto festival in Białystok (2015), as well as in Poznań or Katowice. His photographs were also published in albums and magazines, such as: the doc! photo magazine, An Eye for an Ear, Fotografia. He is a laureate of international competitions: Encontros da Imagem, Moscow International Foto Award, Prix Voies Off: Selections The Rencontres d’Arles Off Festival, Photo Diploma Award. He is an author of two books: Evil Man (2015) and Death Landscapes (2018).

huberthumka.com