Lucyna Kolendo

. 11/21/2016

Angelo Cannata – przewodnik, wspomina wycieczki samochodowe, na które zabierali go rodzice gdy był małym chłopcem. W drodze powrotnej do miasta musieli zamykać okna ze względu na przykry zapach dochodzący z lokalnej huty stali. Odkąd pamięta zawsze unosiły się nad nią kłęby białego dymu. Rodzice powtarzali mu, że nie ma się czego obawiać – „Angelo, to tylko fabryka chmur.”

Taranto w rejonie Apulia to miasto na południu Włoch, którego mieszkańcy mają zakaz dotykania ziemi. Należy do listy najbardziej zanieczyszczonych miejsc w Zachodniej Europie. Skala zanieczyszczenia zbliża się do tego osiąganego przez miasta fabryczne w Chinach. Produkcja stali w hucie o nazwie ILVA przyczynia się do skażenia środowiska, a także do bardzo wysokiej zachorowalności na raka oraz innych chorób układu oddechowego osób tam pracujących. Współistnienie z fabryką weszło mieszkańcom już w krew. Stało się częścią ich codziennych rytuałów. Rozpoczynają dzień od zamiecenia ze swoich balkonów czerwonego pyłu, codziennie uwalnianego przez kominy ILVY. Okna w ich mieszkaniach zazwyczaj są zamknięte.

Rakotwórcza dioksyna unosi się w powietrzu, obecna jest w jedzeniu, zalega na dnie morza. Znajduje się także w mleku matek karmiących swoje dzieci. Hodowla muli na pewnym etapie ich wzrostu musi zostać wyłowiona i przeniesiona do czystszej wody, by nie dopuścić do przedostania się trującej substancji do środka. Z rozmów z mieszkańcami wynika, że każdy mieszkaniec Tamburi (nowoczesnej dzielnicy miasta) stracił członka rodziny z powodu ciężkiej choroby lub ma kogoś zmagającego się z nią. Liczba osób chorujących na raka jest tak wysoka, że niedaleko miasta powstała klinika onkologiczna. Te trzy miejsca funkcjonują niczym jeden organizm: miasto – fabryka – szpital. Bezskutecznie szukam ILVY na zdjęciach satelitarnych Google. Później okaże się, że cały czas miałam ją przed oczami, ale nie przyszło mi do głowy, że może być ona dwa razy większa niż samo miasto.

Gdy zbliżamy się do huty zaczynamy czuć metaliczny posmak w ustach. Na parkingu przed ILVĄ stoją samochody pracowników, którzy przyjechali na nocną zmianę. Gdy dotykam zabrudzonych aut i sprawdzam wnętrze swojej dłoni widzę czerwony kurz przypominający brokat.

14 hodowli zwierząt w okolicy zostało zamkniętych, w tym hodowla Vincenzo Fornaro. Wszystkie jego owce zabito na terenie farmy. Mówi, że zawsze jedli mięso własnych owiec, ponieważ uważali je za najzdrowsze. Potem zaczęli chorować. On sam stracił jedną nerkę. Okazało się, że ziemia, a przez to i owce na farmie są skażone. Opowiada o dźwięku dzwonków zawieszonych na szyjach zwierząt – towarzyszył całemu jego życiu. Gdy zabrakło dzwonków – zaległa cisza. Pierwszej nocy było tak cicho, że nikt nie mógł spać. Nawet psy.

*grudzień 2014 r.

Lucyna Kolendo – (ur. 1988) studiowała na Uniwersytecie Artystycznym w Linz, a dyplom obroniła w 2012 roku na ASP w Gdańsku. Absolwentka Programu Mentorskiego SPUTNIK PHOTOS. W 2014 roku została nagrodzona Hubert Sielecki Preis na festiwalu Tricky Women Film Festival w Wiedniu. Jury festiwalu Crossing Europe International Film Festival Linz 2013 nominowało ją do nagrody Local Artist Award. Rezydentka Kolonii Artystów w Gdańsku. Publikowała m.in. w SHOTS oraz Adbusters. W swoich ostatnich pracach stara się opowiadać o miejscach, które poddawane są bezpowrotnym przekształceniom. Nagrywa historie ich mieszkańców, tworzy archiwum zdjęć korzystając z ich rodzinnych albumów, zbiera znalezione na miejscu przedmioty. W ramach projektu [voiceover] do transmisji wspomnień wykorzystuje radio. Pracuje głównie na średnim formacie, posługuje się nagraniami audio i video. W trakcie rozwijania ostatniego cyklu zdjęć przyglądała się swojej babci.

www.lucynakolendo.com

 Rejestracja dźwięku z parkigu, przed hutą: